Wyróżniony wpis

Rozejm

Warszawa, dnia 20 listopada 2014 r.

Raz wyciśniętej pasty do zębów nie da się z powrotem wcisnąć do tubki. Z powziętej myśli co prawda można zawsze się rozmyślić, ale odmyśleć się jej już nie da.  Czasami wywiercają w głowie dziury i człowiek chodzi potem z takimi sterczącymi myślami, co to ani nie chcą się odczepić, ani wrócić do środka. Jest to zarówno uciążliwe, jak i niebezpieczne dla otoczenia.

Chcąc zatem uniknąć ciągłego potykania się o własne myśli, postanowiłam poznać przyczyny tej dywersji. Nie obyło się bez burzy, ale oto właśnie podpisujemy rozejm. Na jego mocy myśli do tej pory zamieszkałe i Plątające się Totutotam, zostały przesiedlone Tu i obiecały plątać się nieco mniej.

Zamiast Plątania się myśli zobowiązują się do pełnienia Ważnej Społecznie Misji, jaką jest promowanie Bzdurzenia we wszystkich kształtach i w każdych warunkach, jako że w pełni zgadzają się z następującą myślą Julka Tuwima:

,,Dzieci bzdurzą, i – że tak powiem – chcą być bzdurzone. Potem im to przechodzi. Komu nie przechodzi – ten zostaje poetą.”

podpisano

Ja i Bzdurne Myśli

Złoty Komar 4

Mimo bólu jednak Florek nie poddawał się. Uparcie podążał za Złotym Komarem. A powietrze robiło się coraz gęstsze i gęstsze. Zbliżały się kolejne ćwiczenia – tym razem poświęcone metaforze. Zadaniem Florka było wzięcie rozpędu na bieżni i wskoczenie do bezdennej studni, odbicie się od wypełniającej ją nicości i wyskoczenie na powierzchnię. Kluczowym dla zdobycia wiedzy było opisanie wrażeń towarzyszących wykonywaniu tego zadania. Chłopak nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. Jedynym efektem podjęcia próby opisu było to, że Florkowi zaczął się ruszać ząb. Górna jedynka. Już niczego nie był pewien. Ten ząb wydawał się metaforą jego położenia – nigdzie nie mógł znaleźć stabilnego gruntu ani schronienia. Po cichu zaczynał przyznawać rację Komarowi i jego ostrzeżeniu…

Złoty komar 3

Zapraszam na kolejną odsłonę bajki!

 

Kiedy już wspięli się na odpowiedni poziom, Komar uznał, że już pora na podsumowanie pierwszego etapu wyprawy. Podsumowanie to miało formę toru przeszkód: polegało na bieganiu po wyznaczonych trasach i wykonywaniu dziwnych ćwiczeń narzucanych przez przewodnika. ,,Aktywność fizyczna wspomaga zapamiętywanie” – powtarzał Złoty Komar w odpowiedzi na zdziwioną minę Florka.

Chłopiec jednak ćwiczył nie tylko swoje ciało, lecz także umysł. Podczas wykonywania zadań Florek miał jednocześnie tworzyć definicje wszystkiego co napotykał po drodze. Miał przy tym nieodparte wrażenie, że mija nie rzeczy, lecz słowa. Już pierwsze napotkane słowo (którym było drzewo) natręczyło mu problemów. Chłopiec uznał, że żadna definicja nie odda w pełni drzewowatości drzewa, a skoro opisuje tylko ułamek rzeczywistości, to do niczego się nie nadaje. Pomyślał, że taka jest cała ludzka wiedza. To było pierwsze ukłucie miecza.

Złoty komar – część II

– Hoho! – wykrzyknął Złoty Komar – zastanów się jeszcze. Jeśli naprawdę tego chcesz, oczywiście mogę Ci pokazać drogę do mądrości. Muszę Cię jednak ostrzec, że Twoje marzenie jest jak miecz. Możesz z jego pomocą zwojować wiele, ale możesz też się bardzo zranić. Może jednak wolałbyś coś łatwiejszego? Pieniądze, podziw wśród kolegów, niewyczerpany zapas czekolady? To wszystko mogę Ci dać od zaraz.

Ale że Florek był z natury porywczy i uparty, nie w głowie mu była rezygnacja ze swojego pierwszego życzenia. Tak oto chłopiec i Komar wyruszyli w drogę.

Wspinali się na bardzo wysoką górę. Florek wielokrotnie już chciał się poddać – ale wtedy wyobrażał sobie minę Złotego Komara, wypowiadającego te okropne słowa – ,,a nie mówiłem?” – i dzięki temu szedł dalej.

Promuj post

Złoty komar – część pierwsza

Dzień dobry!

Trochę się z Wami poprzekomarzam.
Dosłownie.
I obrazowo.
Prezentuję pierwszą część mojej bajki pt. ,,Złoty komar”, do której ilustracje stworzył Michał Piotrkowicz.
Ciąg dalszy wkrótce!

PS Tekst publikowany był w czasopiśmie: Jednorożec, czasopismo artystyczne

ZŁOTY KOMAR, CZĘŚĆ I

Ta historia oparta jest na faktach. Tyle tylko, że są to fakty senne. Czy jest w nich prawda? – mógłby ktoś zapytać. Kiedy się bliżej przyjrzeć, okaże się, że sen stanowi aż 75% sensu. Być może warto więc czasem posłuchać, co nam ma do powiedzenia.

To był lipcowy wieczór. Jeden z tych, kiedy gęstość rozgrzanego powietrza przeważa nad gęstością ciała, otaczając je całe nierozerwalnym uściskiem swojej lepkiej obecności. W takie wieczory dominujące Rozrywacze Ciszy i Zakłócacze Spokoju przynoszą na swoich skrzydełkach wyjątkowo dużą ilość Brzęczenia i Swędzenia.

Misja jednego z takich Zakłócaczy właśnie miała zostać zakończona za sprawą zdecydowanego złączenia się dłoni Florka, kiedy rzeczywistość postanowiła pokazać chłopcu swoją nieznaną mu dotąd twarz.

Twarz komara, który błagał o litość. Całe szczęście, że Florek nie był dorosły, bo mógłby od tego błagania wylądować w zakładzie psychiatrycznym. A tak zdziwił się tylko lekko, i darowawszy niezwykłemu natrętowi życie, czekał na dalszy rozwój wypadków.

– Zacny chłopcze! Jam jest Złoty Komar. Zostałem tu zesłany, aby sprawdzić, czy potrafisz nie tylko słuchać, ale i słyszeć. Przeszedłeś tę próbę pomyślnie. Bardzom Ci wdzięcznym za oszczędzenie mego życia. W ramach podzięki chciałbym zaoferować Ci spełnienie jednego twojego życzenia. Możesz mnie poprosić o co tylko zechcesz.

Sposób przemawiania Złotego Komara zrobił na Florku wielkie wrażenie. Z tego wszystkiego zrozumiał tylko, że może sobie zażyczyć czego tylko chce. A że bardzo chciałby zrozumieć więcej, odpowiedział:

– To ja bym chciał wielką mądrość.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂komar

 

Monolog międzyczasowy

Przeglądałam właśnie swój notatnik, w którym wiele Myśli zostawiałam od jakiegoś czasu tylko naszkicowanych, do rozwinięcia kiedy indziej (nawiasem mówiąc: do rysunków używa się szkicownika, więc to powinno nazywać się…myślownik? Myślowy Dom Tymczasowy…). Okazało się jednak, że wiele z nich wraz z upływem czasu upłynęło i z mojej pamięci, stając się dla mnie zupełnie obcymi. To takie dziwne uczucie, własną myśl odczuć jako coś nowego, odrębnego.

W tym przypadku doszło do szczególnego sprzężenia zwrotnego; mianowicie Myśli Mnie-Czytającej-Notatnik akurat dotyczyły tego, na ile moje są Myśli znajdujące się w notatniku, kiedy natrafiłam na następujący fragment (który, swoją drogą, ująć teraz muszę w cudzysłów, bo jak inaczej?):

,,Czy to nie dziwne, że zapamiętujemy się w tym, w czym się zapominamy? I że jesteśmy najbardziej sobą właśnie wtedy, gdy zapominamy siebie?”

Czy to nie dziwne, tak korespondować ze swoimi zapomnianymi Myślami o zapominaniu siebie?

PS Bazgrołek znaleziony w tym samym notatniku, w którym spała wspomniana Myśl. Powstał zupełnym przypadkiem, ale teraz jak na niego patrzę to nazwałabym go: ,,Myślowe Siostry”. 😉

Silent Disco

Jest taki rodzaj ciszy, który bardzo lubię. To cisza połączona z czasem, kiedy ani nie śpię, ani nic nie robię; w ogóle nie ma żadnej konkretyzacji, jest tylko delikatne światło i niewyraźne kształty – nic nie jest pewne, ale za to wszystko jest możliwe. Cośtam się roi w głowie, ale to też nie przybiera żadnej określonej formy – ot tak przeskakują sobie skojarzenia, wspomnienia, refleksje. Po prostu sobie tańczą, nie przyciskane żadnym przymusem. Moje myśli bardzo lubią tańczyć – i często zdarza im się przy tym jakaś poza-zmysłowa…

Wiatrak

Dawno nic tutaj się nie pojawiało. Co porabiały Bzdurne Myśli w tym czasie?

Otóż dokonały pewnego odkrycia. Bardzo dobrze przyjrzawszy się swojemu domowi stwierdziły, że przypomina on wiatrak. Ale nie że z wyglądu, to by zauważyły wcześniej, aż tak mało spostrzegawcze to one nie są. Podobieństwo dotyczy mianowicie kwestii zależności od wiatru.

Czasem nie ma go wcale. Wtedy nic a nic się nie rusza, ziarenka zalegają, marnują się, gniją. Innym razem zaś ni z tego ni z owego zrywa się halny i wiatrak się rozkręca, a jak już na dobre się rozkręci, Myśli robią się coraz bardziej Skoczne i Nieuchwytne. Nie do utrzymania. Jest ich zdecydowanie za dużo jak na jeden młyn, i on tego nie wytrzymuje.

Myśli boją się wtedy trochę, że stracą dach nad głową (albo głowo-dach, zależy jak na to spojrzeć), że młyn rozpadnie się na kawałeczki. Martwią się, co to za mąka wyjdzie. W końcu jednak nie zostaje im nic poza odśpiewaniem Bzdurnej Piosenki:

Żyjemy w przeciągu

wiatr ciągle się zmienia –

to właśnie wiatrak

ma do pierniczenia

Co odśpiewawszy, Myśli mogą się (względnie) spokojnie zająć tym, co im idzie najlepiej, czyli oczywiście Bzdurzeniem. To znaczy właściwie już się zajęły…